Plaża Palasa, Albania… Nie jeźdzcie tam, szkoda czasu.

Plaża Palasa, jak tu kiedyś było pięknie.

Ludzie, z natury, przywiązują się do miejsc, lubią stabilność, ale też otwarci są na zmiany. Niestety bardzo często zmiany postępują w złym kierunku, zwłaszcza gdy na drodze do pieniędzy staje natura… Śpieszmy się kochać Albanię, tak szybko odchodzi.

Jeździmy w albańskie rejony od lat, pokonujemy szklaki, pokonujemy góry, kąpiemy się w ciepłym morzu. Poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy swoją otwartością, pomocną dłonią, podbili nasze serca. Wracamy do Albanii, bo zostawiliśmy tam cząstkę siebie. Niestety prawda jest taka, że z roku na rok jest coraz gorzej. Gorzej dla nas, podróżników, ludzi kochających dzikie plaże, wolność, nagie kąpiele o poranku. Gorzej jest dla osób uciekających przed wszechobecną komercjalizacją i chęcią monetyzacji wszystkiego, co się tylko da. Albania była dla nas ostoją, miejscem gdzie odpoczywaliśmy, ładowaliśmy akumulatory na długie zimowe miesiące w Polsce.

Z roku na rok, przybywa hoteli, dyskotek, miejsc rozrywki. Co roku powstają nowe obiekty, wydzierana jest albańska dzikość i natura przeobraża się w jeden wielki cyrk do zarabiania pieniędzy. Albańczycy, co oczywiste, cieszą się, radują, gdyż wiedzą, że turysta równa się pieniądze, turysta to potencjalne miejsca pracy i nadzieja na lepsze jutro (ale tylko pod względem finansowym). Naszym subiektywnym zdaniem piękno tego miejsca polegało właśnie na jego prostocie, a nie pogoni za mamoną.

Plaża Palasa, wspomnień czar.

Kiedy byliśmy tutaj po raz pierwszy, zakochaliśmy się w tej plaży. Przejeżdżając przełęcz LIogara przerobionym dostawczakiem na kampera, naszym oczom ukazala sie, w dole, gdzieś tam daleko daleko, plaża. Zapragnęliśmy się tam dostać. Gnaliśmy po spiralach górskich, żeby odnaleźć drogę do wypatrzonego miejsca. Wtedy nie było to takie oczywiste: zero oznaczeń, zero tablic informacyjnych, żadnych konkretnych wskazówek. Zjechaliśmy ‚na czuja’ z głównej grogi w jakąś odnogę i w końcu naszym oczom ukazała się szutrowa droga, białe kamienie, które radośnie lśniły w albańskim słońcu. Hmmm, chwila zawahania się czy damy radę jechać po tym szutrze. Na co dzień jeździmy samochodem terenowym, więc poniosła nas ułańska fantazja i zaczęliśmy powoli sunąć w dół dostawczakiem. Łatwo nie było, ale jest, udało się. Naszym oczom ukazała się plaża: dzika, piękna, czysta, pusta, szeroka. Na horyzoncie tylko kilka (na palcach jednej ręki można policzyć) samochodów terenowych i my w dostawczaku. Po chwili euforii, dzikich kąpieli w morzu, cieszenia się chwilą, zaczęliśmy się zastanawiać dlaczego, do diabła, w tak pięknym miejscu nie ma niemieckich camperowiczów (oni są wszędzie). Same terenówki. Odpowiedź pojawiła się później.

Droga na plażę Palase Beach. Kiedyś było tak pięknie

plaża palase albania
Mkniemy dzielnie do celu 🙂

To były czasy, kiedy żeby dostać się w takie miejsce wystarczyło mieć dobry samochód z napędem na cztery koła i byleś szczęśliwcem cieszącym się spokojem. Było to zaledwie parę lat temu. Dzisiaj, oprócz samochodu, musisz mieć szczęście, żeby odnaleźć takie miejsca. Wtedy plaża Palase (Palasa) była cudowna: z jednej strony góry, z drugiej morze, a pośrodku spokój, ciepły piasek i kamienie. Cud natury schowany przed światem. Spędziliśmy tam wiele niezapomnianych dni.

W nocy przed naszym odjazdem spadł deszcz, woda lała się potokami i spływając z gór, wycinała poprzeczne rowy w drodze. Gdy rześkie powietrze przywitało nas o poranku, musieliśmy ruszać w drogę. Wtedy to zaczęła się nasza wspinaczka pod górę. Deszcz znowu zaczął padać, droga stała się śliska i nie było najmniejszych szans na wyjazd. Samochód z napędem na przód to bardzo zły pomysł, zwłaszcza jeśli trzeba jechać pod górkę. Chyba nas poniosło z tym zjazdem na plażę, ale co przeżyliśmy i zobaczyliśmy to nasze 🙂 Utknęliśmy więc na dole na dobre i trzeba było szukać pomocy. Jak to zwykle bywa w Albanii, udało nam się spotkać życzliwe osoby i przy pomocy terenowego samochodu znaleźliśmy się na asfaltowej drodze i pomknęliśmy dalej w kierunku Himare.

palase beach albania
Pusta, czysta plaża z naturalnie rozrzuconymi kamieniami. Oczywiście to zdjęcie jest już przeszłością.
Spójrzcie jak było pięknie
Ognisko samo się nie zrobi 🙂

Rok czy dwa lata później, wyposażeni w odpowiedni samochód, wróciliśmy tam pełni nadziei i stęsknieni za tym wyjątkowym miejscem. Znaliśmy dobrze zjazd na plażę Palasa i już wiedzieliśmy, że bez terenówki ani rusz. Jechaliśmy nocą, więc dla pewności, po drodze, spytaliśmy jeszcze lokalesa czy zjazd jest OK i czy nie ma jakichś wielkich rowów, osuwisk czy dołów? Po prostu nie mieliśmy ochoty wpaść na jakąś przysłowiową minę, chociaż jechaliśmy Land Cruiserem. Popatrzył na nas ze zdumieniem… Po kilku minutach już wszystko było jasne, zjeżdżaliśmy na tę ‚bezludną’ plażę po gładziutkim asfalcie. Nie wróżyło to nic dobrego, ale optymistycznie zaparkowaliśmy w ciemności na plaży i poszliśmy spać.

Nazajutrz okazało się, że plaża nie jest ani dzika, ani trudno dostępna, ani dziewicza, ani czysta a w dodatku powstanie na niej jakiś kompleks willowy. Byliśmy mega zawiedzeni. Zarówno my, jak i chłopcy czuliśmy, że to koniec. To miejsce straciło swój magiczny klimat w chwili, gdy każdy, bez problemu, po równym asfalcie, mógł sobie zjechać i oglądać plac budowy, który roztaczał się na tych, niegdyś dziewiczych, terenach. Matka Natura powiedziała nam jednak wtedy dość dosadnie, żeby się wynosić, gdyż zerwał się niesamowicie mocny wiatr. Tak mocny, że porwał nam sprzed samochodu metalowy stolik. Ledwo można było utrzymać się na nogach, piasek wbijał się w ciało dość boleśnie i cały samochód aż się bujał na boki. Nigdy lub też bardzo dawno, nie doświadczyliśmy tak mocnego wiatru. Spędziliśmy tam jedną noc i w podmuchach wiatru musieliśmy odjechać. Smutek wielki, ale ta sytuacja jeszcze bardziej uświadomiła nam, żeby zwiedzać i odkrywać świat i być TU i TERAZ. Nigdy nie wiesz, co przyniesie przyszłość i czy miejsc, które pokochałeś człowiek bezmyślnie nie zniszczy, robiąc komercyjny kocioł.

Pewnie część ludzi cieszy się z tego stanu rzeczy i radośnie czeka na wielkie otwarcie kompleksu hotelowego. Myślą sobie co za pierdoły piszemy. Teraz dopiero jest dobrze, a niebawem będzie raj: łatwo będzie można dojechać, będą baseny, będzie wypasiony hotel nad brzegiem morza, dyskoteki, bary na plaży, duuużo ludzi, leżaki za pieniądze, parasole za pieniądze. Cud, miód, malina Panowie i Panie.

Wszystko pięknie, ale my wiemy, jak było kiedyś i zwyczajnie, po ludzku, jest nam szkoda tego miejsca.

 

Drużyna nieszczęśliwa z powodu ‚popsutej’ plaży.
Wiało potwornie, bez okularów ani rusz.

 

palase
Tym razem tak wyglądał nasz dom na kółkach
materiały prasowe/wizualizacja Palase Beach

 

W roku 2017 przejeżdżając przełęcz Llogara z ciekawości zajechaliśmy na Palasa Beach. Tragedia. Jeden wielki syf a byliśmy tam we wrześniu, czyli już poza oficjalnym sezonem. Plaża brudna, zaśmiecona… Wszystko można było znaleźć. Jak to mówi pani Baśka Kwarc „syf, kiła i mogiła”. Bardzo proszę, macie swoją komercję, swój luksus, swoje drogi asfaltowe. Wariactwo w czystej postaci. Brak nam słów na to, co tam zastaliśmy. Dziękujemy za taki odpoczynek, za taki komfort. W tyłkach się ludziom przewraca, wszystko chcieliby zagarnąć, wyrwać naturze. Serca nas bolały, jak patrzyliśmy na to, co się stało z tej plaży, z tego magicznego miejsca. Głupi ludzie się cieszą, mądrzy pukają się w czoło z przerażenia. Nie jedźcie tam, teraz już nie warto, niech Was nie zmylą te wszystkie zdjęcia pustej, pięknej plaży ‚na internetach’.

plaża palasa
before and after

Komu lodóweczkę ?