Gotówka czy karta? Czym płacić w podróży.

CZYM PŁACIĆ NA WAKACJACH

Takie pytanie zadaje sobie coraz więcej osób przed przygotowaniem do wyjazdów i niestety nie ma jednoznacznego werdyktu, gdyż w internecie krąży wiele artykułów na ten temat i tyle samo jest sprzecznych odpowiedzi. W tym wpisie postanowiliśmy (postanowiłem) pokazać mój punkt widzenia, w dodatku poparty stuprocentowaymi faktami i praktyką a nie jedynie opinią sąsiada sąsiadów.

 

KARTA PŁATNICZA

Teoretycznie wygląda to tak, że płacąc kartą następuje zablokowanie przybliżonej kwoty na naszym rachunku bankowym, następnie dochodzi do przewalutowania i ostatecznie (najczęściej po kilku dniach, czasem natychmiastowo) pobrana zostaje ostateczna kwota. Właśnie przewalutowanie jest tym magicznym słowem owianym tajemnicą. Gdy płacimy w euro, bank ustala sobie kurs i pobiera odpowiednią ilość złotówek. To jest wersja optymistyczna, gdy jesteśmy w kraju, gdzie korzysta się z euro, lecz co się dzieje gdy płacimy w Serbii dinarami, w Albanii lekami, na Węgrzech forintami? Wtedy następuje podwójne przeliczenie gotówki, czyli najpierw, przykładowo, nasze zapłacone dinary są zamieniane na euro, potem euro zamieniane są na złotówki i te złotówki znikają nam z konta. Teoria wygląda więc dość przerażająco, gdyż my płacimy beztrosko, banki ‚coś tam sobie robią’ według swoich kursów a my nie mamy nad tym kontroli. Czekamy tylko na nieodwracalny werdykt. Karta może się zepsuć, ktoś nieuczciwie może nam kartę obciążyć dużą sumą, może się okazać, że nasza karta jest nieobsługiwana w danym miejscu. Sporo tych problemów, teoretycznie.

 

GOTÓWKA

Gotówka wydaje się być doskonałym rozwiązaniem, gdyż widzimy ile płacimy, mamy pełną kontrolę, jest swojsko i tradycyjnie. No i ironicznie powiem, że oczywiście jest prosto i łatwo. W Polsce planujemy sobie wszystkie kraje, przez które będziemy jechać. Na przykład podczas podróży do Grecji przez Albanię jedziemy przez Słowację (euro), potem Węgry (forinty), Serbię (dinary), Macedonię (denary), Albanię (leki) i na końcu znowu euro w Grecji. Idziemy do kantoru i kupujemy odpowiednią ilość euro i forintów. Nie wszystkie waluty są wymienialne w Polsce, więc podejrzewam, że po denary, dinary i leki musimy udać się do jakiegoś naprawdę dużego oddziału banku a być może aż do centrali NBP. Kupujemy odpowiednią ilość z zapasem, no bo przecież nie jesteśmy w stanie zaplanować każdego wydatku, każdej wody mineralnej kupionej na stacji, każdego litra paliwa. Musimy też ufać bezgranicznie w to, że aktualny kurs NBP jest jedyny, słuszny i uczciwy. Możemy też, dla uproszczenia, kupić jedynie euro i wymieniać na miejscu, w poszczególnych krajach. To też proste, choć za każdym razem stresujemy się ile mamy euro, pytamy o kantor, ufamy, że lokalny kantor ma odpowiedni kurs i małe spready. Jak ktoś jest księgowym lub matematykiem to z pewnością osiągnie sukces operując jedynie gotówką, nie pomyli się i po powrocie, w excelu, wyjdą oszczędności. Jednak matematycy czy księgowi nie operują prawami fizyki i nie biorą pod uwagę takiego czynnika jak czas, stres, zajęta głowa. To jak z danymi spalania Volkswagenów: dane wyglądają pięknie na papierze, a rzeczywistość jest zupełnie inna. 

Dla nas wyjazdy to czas spokoju, kontemplacji, relaksu czy miłej adrenaliny jak się jedzie wzdłuż przepaści. Takie rzeczy wolimy mieć na głowie a nie kurs kupna/sprzedaży.

 

A więc czym my płacimy podczas podróży?

Przepis zdradzę od razu, czyli bierzemy karty płatnicze i około 200-250 euro gotówki. W sumie 90 procent naszych płatności to karta ale też zdarza się nam wypłacać z bankomatów, ot tak po prostu. Brzmi to drastycznie, ale mamy już przećwiczone to w praktyce przez wiele lat i okazuje się, że przeliczniki (nawet te podwójne) nie są takie straszne i najczęściej jesteśmy stratni o jakieś 1-3 procent. Dużo? Na papierze to bardzo dużo, ale wyobraźcie sobie, że wyjazd kosztuje Was 6000zł i dopłacacie do niego 60-180zł (czyli 1-3%). W zamian nie ganiacie po kantorach, nie marnujecie paliwa i czasu na wymianę gotówki w Polsce, nie wracacie do domu z około 300zł niewykorzystanych leków, dinarów czy forintów. Płacąc kartą oszczędzasz sobie kilka lat życia w zamian za średnio 120zł. Jak dla mnie jest to uczciwy interes.

 

Jakie banki mają najlepsze karty?

Banki prowadzą swego rodzaju rotację ofert. Jeden bank wprowadzi darmowe wypłaty z bankomatów na całym świecie i złapie na to nowych klientów. Po roku zmienia ‚warunki umowy’ i bezpłatne wypłaty znikają, ale za to drugi bank je wprowadza. Jak nie drugi to trzeci. Po prostu nie ma sensu bawić się w sentymenty: jeśli Twój bank nie ma darmowych wypłat, to zakładasz konto w drugim. Potem możesz je sobie zamknąć. Ja mam w swoim banku prowizję od wypłat z zagranicznych bankomatów w wysokości 2% i podczas wyjazdu zdarza mi się jedna (sic!) awaryjna wypłata w wysokości maksymalnie 200zł, czyli tracę na tym 4zł plus chyba 10zł za wypłatę z bankomatu. Bardzo przepraszam ale z powodu 14zł nie będę jechał w Polsce do banku, stał w kolejce, kupował ileś tam walut na zapas i generalnie tracił czas. Ostatnio chyba znieśli którąś z opłat, więc tracę albo 10zł albo 4zł na cały wyjazd. Aneta ma kartę w innym banku i ona ma bezpłatnie trzy wypłaty gotówki każdego miesiąca, co w zupełności wystarcza. Na przestrzeni ostatnich lat badałem pobieżnie przeliczniki, które banki stosują podczas przewalutowania i nie było znaczących odstępstw w porównaniu ze średnim kursem z kantorów. A więc wszyscy straszą opłatami, prowizjami, wariackim przewalutowaniem, a w rzeczywistości tak strasznie nie jest. Wszystko może się zmienić, ale póki co bierzemy karty i ruszamy w świat bez stresu.

 

A więc jak się przygotować finansowo do wyjazdu?

  • 2 karty bankomatowe dwóch różnych banków w razie jakby jedna zaginęła, zepsuła się lub bank miałby problemy techniczne.
  • Dobrze byłoby mieć jedną z kart u innego ‚operatora’. Na przykład Visa i Mastercard. My mamy dwa Mastercardy i kiedyś trafiłem na bankomat, który ich nie obsługuje.
  • Około 250eur w gotówce jako awaryjny środek płatniczy.
  • Upewniamy się, że pamiętamy swoje loginy do banków i mamy zdefiniowane przelewy między sobą. Możemy dzięki temu przelewać między sobą gotówkę bez autoryzacji (kody SMS itd.) w razie zgubienia telefonu. Dzięki temu mamy też wpisane w szablon swoje numery kont.
  • Aplikacje bankowe w telefonach, żeby unikać wpisywania czegokolwiek w obcych komputerach.
  • Dobrze jest mieć asymetrycznie rozłożoną gotówkę na kartach. Czyli używamy karty, która ma 1000zł i jak się pieniądze skończą, to doładowujemy kolejny 1000zł z konta zapasowego. W razie gdyby ktoś opróżnił nam kartę to bank uzna naszą reklamację, ale dopiero wiele dni po zajściu lub nawet po powrocie do Polski, więc lepiej stracić (tymczasowo) tysiąc złotych ale móc kontynuować podróż. 
  • ZDEJMUJEMY limity na ilość transakcji dziennych. Często są one bardzo niskie i jak się jednego dnia tankuje po kilka razy, płaci się za autostrady, posiłki i jakieś przypadkowe kawy po drodze, to możemy mieć nałożoną blokadę i jest niepotrzebny stres. Uwaga, gdyż niektóre banki standardowo wydają karty z bardzo niskimi limitami, na przykład 5 transakcji dziennie.
  • Pamiętamy DOBRZE swój PIN. Mi się na jednej karcie wyświetla zawsze informacja, że mam tylko jedną szansę na wpisanie kodu. Nie wiem dlaczego i nie wiem też, czy gdy się pomylę to karta będzie nadal funkcjonować czy będzie też zablokowana.
  • Pamiętamy numery na infolinie naszych banków w razie potrzeby zablokowania karty. W sumie my nie mamy pojęcia jakie to numery, ale Wy pamiętajcie. W aplikacjach bankowych na telefon też jest opcja blokady karty. Upewnijcie się, że wiecie jak do tej opcji dotrzeć, aby w razie problemów i stresu intuicyjnie trafić.

 

A na koniec kilka ciekawych informacji.

  • w Polsce i w tak zwanym ‚cywilizowanym świecie’ (EU) kantory mają ogromne spready, zwłaszcza te przy granicach, lotniskach czy dworcach. Zobaczcie sobie na Okęciu jakie złodziejstwo. W tej spokojniejszej i bardziej życzliwej części Europy spready są bardzo małe i są podobne bez względu na miejsce, w którym jest kantor. Jest większa swoboda, mniej stresu.
  • Na greckich autostradach nie można płacić kartą. Trzeba mieć euro.
  • Na serbskich i macedońskich autostradach można płacić kartą a nawet należy tak robić. Przy płatnościach gotówką w euro kurs jest niekorzystny i resztę wydają w walucie lokalnej. przy płatnościach w euro mocno zaokrąglają. Na przykład opłata za jakiś odcinek wynosi 2,55 euro przy płatności kartą, a w gotówce jest to już okrągłe 3 euro. A więc tylko karta.
  • W Albanii nie przyjmują kart na stacjach benzynowych. Oficjalnie też nie przyjmują euro, ale wystarczy poinformować, że ma się tego typu pieniądze i obsługa stacji rzetelnie przeliczy po średnim kursie. Parę razy wchodziłem na stację z pytaniem ‚ile litrów mam za 20 euro’ i zawsze mi wyliczali rzetelnie co do kropelki. 
  • W większych lub nawet mniejszych miastach można wymienić złotówki. Parę razy zdarzyło mi się pójść ze złotówkami do małego kantoru w Macedonii (Kumanovo) i nie było problemów.
  • Kiedyś bankomat w Albanii zawiesił się podczas gdy moja karta była w środku. Oficjalnie trzeba czekać aż zjawi się obsługa bankomatu i komisyjnie wyjmie kartę (4-8 godzin czekania). Jednak nieoficjalnie ktoś wiedział jak otworzyć bankomat i poproszono mnie abym sobie poszedł na spacer i się nie martwił. Po powrocie ze spaceru moja karta czekała w sklepie pod ladą.
  • W zagranicznych bankomatach często jest informacja, czy chcesz wypłacić gotówkę po kursie SWOJEGO banku i nie mieć pewności co do sumy, czy też wypłacić po kursie ICH banku i od razu znać kwotę. To pułapka, bo ten ich kurs jest zawyżony i na tym banki zarabiają. Specjalnie piszą o tej niepewności kursu Twojego banku, żeby klientów zniechęcić. Ja wybieram zawsze kurs mojego banku i wychodzi mi 5-10% taniej. Jak nie ma kolejki za Tobą w bankomacie to zobacz sobie na spokojnie przelicznik, który się wyświetla i wszystko będzie jasne. Wybieraj tylko kursy swojego, polskiego banku.

 

Całą ta lista wydaje się długa, ale większość opcji ustala się raz i potem latami się korzysta. My teraz po prostu wsiadamy i jedziemy, a karty w kieszeni. W dwóch różnych kieszeniach u dwóch różnych osób oczywiście. Może nie umiemy liczyć, może jesteśmy beztroscy, ale nam się sprawdzają płatności kartą i cieszy nas brak stresu.