Wypadek i pożar samochodu.


Siedziałem sobie z synem Filipkiem i grzebaliśmy przed domem przy samochodzie, a tak się składa, że jakieś 150 metrów od nas przechodzi jedna z tras wylotowych z Warszawy. Nagle usłyszeliśmy wielki huk i tak silne uderzenie fali dźwiękowej, że aż wszystko wokół nas zadrżało. Mój syn nie bardzo wiedział o co chodzi, ale ja już kiedyś parę razy słyszałem huk tego typu, choć znacznie cichszy, więc od razu rzuciłem narzędzia, zerwałem się na równe nogi, aby biec w stronę drogi a Filip za mną. Gdy tylko wyłoniłem się zza naszego samochodu, to na wysokość naszej wjazdowej bramy dotaczała się duża cysterna z wbitym pod nią samochodem. Po około 10 sekundach byłem już dość blisko ulicy, ale wtedy buchnął ogień spod samochodu osobowego, więc zawróciłem o 180 stopni, aby pobiec po gaśnicę do garażu… I teraz dość ważne jest to co się wydarzyło. Nie chodzi tu o stworzenie opowieści z dreszczykiem emocji, ale o rozbicie na etapy tego co działo się dalej, aby każdy z nas mógł sobie uświadomić, jak szybko pewne procesy zachodzą.

A więc po parunastu sekundach mijam się z żoną, która już biegnie w stronę drogi, a w rękach trzyma jednorazowe rękawiczki chirurgiczne (zuch dziewczyna, zawsze przygotowana).

Przez kolejne 20 sekund wbiegam do garażu i biorę PIĘKNĄ, NOWĄ, TEGOROCZNĄ, DUŻĄ, 6-KILOWĄ gaśnicę. Rozpoczynam bieg w stronę drogi.

Gdy po kolejnych 15 sekundach dobiegam na ulicę, to samochód osobowy płonie już na wysokości kabiny, a kierowca cysterny (cały, zdrowy i przerażony) opróżnia pierwszą ze swoich gaśnic.

Natychmiast dołączam do niego i próbuję parę razy psiknąć od strony okna kierowcy do kabiny samochodu, ale płomienie są zbyt duże i jakieś elementy syczą powietrzem lub innym gazem, który mocno wznieca ogień. Muszę się więc wycofać. Kierowca cysterny odbezpiecza swoją drugą gaśnicę i próbuje zza kabiny cysterny celować we wbitą osobówkę.

Mija kolejne 10-15 sekund a ja okrążam samochody i opróżniam całą 6-kilową gaśnicę od strony okna pasażera. Po 15 sekundach ‚gaszenia’ pożaru gaśnica się kończy a płomienie obejmują fotele pasażera i tył samochodu, znowu coś wybucha, syczy i trzeszczy, więc muszę się wycofać i dzwonię na numer 112.

Podaję informacje o zdarzeniu i zaznaczam, że płomienie zaczynają obejmować cysternę z paliwem. Strażacy chyba mają lekkiego stresa, gdyż dopytują się o rodzaj paliwa, więc odpowiadam, że według napisów jest to paliwo lotnicze. Niezbyt dobre wiadomości.

Po 10 minutach kabina płonie sobie w najlepsze, wybuchają kolejne opony, a płomienie zaczynają obejmować sam zbiornik/cysternę.

Strażacy przyjeżdżają po około 10 minutach i dość nieśmiało gaszą pojazd od tyłu, gdyż niebezpiecznie jest do niego podejść tak od razu z bliska. Rozszczelnienie się i zapłon 35 tysięcy litrów paliwa lotniczego to gwarantowany armageddon w promieniu co najmniej 300 metrów, więc uciekamy z Anetą i dzieciakami na bezpieczną odległość. Strażakom udaje się ugasić pożar i to chyba niemalże w ostatniej chwili.

A teraz ważne konkluzje.

  1. Świadkami zderzenia jest wiele osób w samochodach. Nikt nie wysiadł i nikt nie podszedł aby udzielić pomocy zanim samochód zapłonął.
  2. W momencie, gdy rozpoczynam gaszenie pojazdu widzę kątem oka wielu gapiów w odległości 50-100 metrów. Nikt nie podejdzie, nikt nie pomoże. Wiele osób zawraca samochody i odjeżdża.
  3. Moje podejrzenia co do gaśnic proszkowych udało się potwierdzić empirycznie: te gaśnice to tylko atrapy mające dać iluzję bezpieczeństwa. Ja gasiłem sześciokilową gaśnicą płomienie, które nie były aż tak duże i gaśnica nie zmieniła biegu wydarzeń w najmniejszym stopniu. W samochodach kierowcy wożą najczęściej gaśnice 1kg lub 0.5kg, a więc nawet dwunastokrotnie mniejsze. Grilla się nimi nie zgasi! Być może zapałki też nie. Te gaśnice robią tylko syf dookoła a skuteczne są mniej więcej tak, jak dzieciak sypiący piachem z łopatki.
  4. Jeśli tylko masz możliwość, to kup gaśnicę halonową (nie halogenową). Są one bardzo skuteczne, dobrze gaszą ogień, jednak w Unii Europejskiej zostały wycofane, bo źle wpływają na warstwę ozonową w atmosferze. Argument ten jest totalnie z dupy, bo przecież ważniejsze jest życie ludzkie niż wypsikanie niedużej gaśnicy do atmosfery. Zwłaszcza, że i tak 99% gaśnic nie zostanie wykorzystanych, więc zagrożenie dla dziury ozonowej jest żadne. Nota bene służby lotnicze i chyba wojsko nadal używają gaśnic halonowych, bo oni wiedzą co jest dobre i ich przepisy nie dotyczą. Więc jeśli jedziesz gdzieś na Białoruś, do Rosji czy na Ukrainę, to sprawdź czy dostaniesz gaśnicę halonową i kup od razu kilka sztuk. Parę dla siebie i parę do sprzedania znajomym (lub dla mnie). To co obecnie masz w samochodzie, to atrapa.

Zginęła jedna osoba. Przy tak mocnym uderzeniu prawdopodobnie zmarła zanim zaczęła płonąć. Inni kierowcy olali sprawę i stali sobie daleko. Co by było gdyby na fotelu pasażera siedział ktoś dodatkowy? Co by było, gdyby z tyłu siedziała dwójka dzieciaków? Spłonęliby żywcem, bo wszyscy srali w gacie ze strachu zamiast spróbować coś zdziałać.

Widok z mojej bramy wyglądał następująco…

pożar gaśnica halonowa

 

 

Miałem idealne miejsce na zrobienie ‚pięknych’ zdjęć pożaru, ale jakoś nie miałem na to ochoty.

Za to z całą pewnością gapie mnie wyręczali…

pożar samochodu

Komentarze

komentarze