Test BMW X5


Zostałem zaproszony na testy najnowszych modeli BMW. Bardzo chętnie z tego skorzystałem, gdyż posiadając stare samochody, takie woły robocze, byłem bardzo ciekaw jak obsługuje się współczesny pojazd. Musi być fantastycznie skoro tyle osób kupuje tego typu samochody. Miałem do wyboru różne modele tej firmy, ale wybrałem X5 bo po prostu największy, taki najbardziej podróżniczy.

Stwierdzam, że samochód wygląda ładnie. Środek bardzo wygodny, siedzi się wygodnie, choć przyznam, że nie jest jakoś przestronnie. Wszystkie współczesne samochody tak mają, że nadmuchane są z zewnątrz: grube słupki, napompowane nadkola, wielkie reflektory, a w środku tak jakoś… normalnie. Wybrałem się więc na krótką wycieczkę i zrobiłem jakieś 95km. Wraz ze mną były chłopaki z tyłu oraz ekspert BMW obok. Przyznam, że ten ekspert faktycznie był ekspertem a nie handlowcem i za to chapeau bas. Spora wiedza techniczna i motoryzacyjna, więc miałem z kim pogadać.

 

BMW X5

 

Nie chcę się rozpisywać na temat samochodu tego typu, bo nigdy nie będzie się on nadawał do poważnej jazdy, jednak opiszę w punktach. jakież to ważne rzeczy on posiada… Szkoda tylko, że to wszystko za grube pieniądze.

  • przycisk SOS. Dzieje się coś niepokojącego i gadasz sobie z jakimś call center, który powiadamia ewentualnie służby.
  • Skrzynia biegów z dużą ilością biegów
  • Zegary elektroniczne, różnokolorowe, taka choinka świecąca
  • Kierownica z milionem przycisków.
  • Środkowy ekran z milionem funkcji: multimedia, ustawienia, telefon, radio, napęd, nawigacja itd. WOW!
  • milion przycisków obok dźwigni skrzyni biegów.
  • przyciski wszędzie, jak w promie kosmicznym.
  • mnóstwo udogodnień, USB, Bluetooth, GPS, FBI, KGB, CIA, USA, ZSRR

Samochód bardzo cichy, bardzo szybki (nie powiem ile wyciągnąłem bo to będzie przyznaniem się do wykroczenia), przyspiesza dobrze, ale z dużym opóźnieniem, bo niestety dostałem diesla z kilkoma turbosprężarkami (nie pomogły, szkoda).

Wnętrze niestety mało estetyczne. Oczywiście wszystko śliczne i ładne, ale jednak większość wnętrza to plastik. Przerost przycisków nad formą a formy nad treścią. Mojemu starszemu synowi, Filipkowi, podobał się ekran główny, gdzie były fajne grafiki symbolizujące napędy i silnik, ale w wkrótce potem się znudził i siedział biernie z tyłu gapiąc się przez okno. Młodszy Franek w ogóle olał sprawę i siedział znudzony. Bardzo mnie tym zaskoczyli, bo gdybym ja w ich wieku siedział w BMW z lat 90, to bym się posikał z radości. Ogólnie samochodowi nie można nic zarzucić poza paroma szczegółami:

  1. Drogi. Goła wersja kosztuje prawie 300,000zł. I faktycznie wersja standardowa ma bardzo mało z tych elektronicznych ogłupiaczy. Gdybym chciał sobie doposażyć samochód tak w miarę porządnie, to kolejna setka pęka jak nic. Gdybym chciał wykorzystać wszelkie możliwe opcje, to mam (leży przede mną) katalog techniczny i stron z opcjami dodatkowymi jest 17. Tak, siedemnaście stron stanowiących listę opcji. Możliwości jest więcej niż mój mózg jest w stanie sobie wyobrazić.
  2. Ceny niektórych opcji dodatkowych są dość konkretne: lakier od 4 do 11 tysięcy dopłaty, aluminiowe nakładki progowe na drzwi 2800zł, wykończenia ‚pure experience’ za 10,000zł, pakiet sportowy za 36,000zł, pakiet nawigacyjny zaawansowany za 18,000zł, są też jakieś ładne felgi za prawie 15,000zł, skóra Dakota za prawie 14,000zł, skóra z merynosów (jakieś cholerne kozy czy owce) za prawie 23,000zł, audio Bang&Olufsen za 20,000zł. No pięknie. Gdybym chciał sobie samochód doposażyć, to zbliżam się spokojnie do pół miliona złotych. A z wierzchu nadal mam BMW, na które nawet nie spogląda młody chłopak.
  3. Samochód w prowadzeniu sprawia wrażenie małego. W ogóle za duży nie jest, a przecież za tę kasę to powinien sprawiać wrażenie, że jedzie się czołgiem.
  4. Skórzana tapicerka dość łatwo się brudzi. Moje dwa małe dzikusy machały nogami i przednie fotele były uświnione już po godzinie jazdy samochodem, jaka szkoda. U siebie też mam skórę i po dwudziestu latach nadal ma się dobrze. Zdecydowanie trzeba najpierw wychować dziecko w Miasteczku Wilanów przez parę lat, żeby się nauczyło, że życie to same zakazy. Moje maluchy żyją w lesie i kąpią się w pobliskim strumyku, więc nie wiedzą jak wygląda prawdziwe życie.
  5. Samochód jest tak skomplikowany, że w razie awarii następuje chyba koniec świata.
  6. Samochód jest mało ekologiczny, bo byłby lżejszy o 300kg gdyby nie woził ze sobą tylu zbędnych kabli, przycisków, plastików, ekranów, nadajników, czujników.
  7. Samochód jest mało ekologiczny, bo robiony jest z myślą, aby się go pozbyć w ciągu paru lat (co przyznał ekspert), a wiele badań udowodniło, że użytkowanie starego samochodu, bez względu na rocznik, jest lżejsze dla Matki Natury niż kupno nowego pojazdu. Spalanie paliwa nie ma tu znaczenia, chodzi o zniszczenia w środowisku, jakie powoduje wydobycie rudy żelaza do produkcji karoserii, wydobycie aluminium, wydobycie ropy na produkcję plastiku i gumy i ostatnio coraz większe wydobycie metali ciężkich do produkcji akumulatorów i elektroniki. Do tego dochodzi wytworzenie odpadów i dwutlenku węgla spowodowana pracą wszystkich hut i fabryk dostarczających podzespoły do samochodu. Stary Ford Fiesta z 88 roku jest bardziej ekologiczny niż najnowsze BMW a to dlatego, że przechodząc przez prawie 30 lat przez różnych właścicieli odpracował naturze już dawno koszty swojej produkcji, czyli swoim istnieniem powstrzymał ileś tam osób przed kupnem nowego pojazdu i napędzeniem przyspieszonej eksploatacji zasobów naturalnych.
  8. Nie jest to ani samochód w teren, bo to zwykłe kombi nadmuchane trochę wzwyż (słowa eksperta, na serio się znał), nie nadaje się do miasta bo jest dieslem, więc mało ekologiczny, nie nadaje się w daleką podróż bo strach odjeżdżać dalej niż 100km od najbliższego serwisu, nie nadaje się na przeróbki w środku i na zewnątrz, bo szkoda kroić coś co kosztuje pół miliona. Nie jest to samochód w trasę, bo jednak za pół miliona złotych można innym pojazdem okrążyć ziemię kilkanaście razy.
  9. Samochód nie wyróżnia się stylistyką z zewnątrz. Kupując go nie mamy wrażenia, że kupiliśmy coś, co różni się od Mercedesa, Lexusa, Skody, Audi. Taka mydelniczka. Kiedyś Saab wyglądał inaczej od BMW czy Toyoty. Jaguar inaczej wyglądał niż Mercedes. Maserati różniło się od Jaguara.

 

Konkluzja jest taka, że warto… Warto wypożyczyć BMW na godzinę czy dwie, pobawić się przyciskami. Warto podumać nad wysoką ceną, nad mnogością opcji, oddać do salonu i podziękować za miłą jazdę.

Następnie warto za jedną trzecią tej ceny kupić jakiegoś klasyka. Nie dość, że będzie można na nim polegać, to wartość takiego samochodu nie spadnie. Nawet stosunkowo młode Land Cruisery z końcówki lat 80 podwoiły swoją wartość na przestrzeni ostatnich 5-6 lat i ten trend narasta. Kupując stare BMW z serii 7, warto o nie zadbać bo jak nam się znudzi to sprzeda się z zyskiem. Nawet kupno takiego Land Cruisera jak mój (a to żaden klasyk, czy wyjątkowy model) to był wydatek 19tys.zł trzy lata temu, a teraz bliżej 25-29tys.zł. Ostatnio w pięknym stanie sprzedano Mercedesa 600SL za ponad 100tys.zł a niedawno były za 40-60tys. Z drugiej strony idąc do salonu i kupując takie śliczne nowe BMW za pół miliona, już po roku możemy je sprzedać za zaledwie 1/3 ceny.

Choć niewątpliwie BMW nobilituje człowieka mieszkającego w jakimś nowoczesnym, ascetycznym i sterylnym osiedlu z betonu, stali nierdzewnej i szkła. Mina sąsiadów mających zeszłoroczny model, bezcenna.

Jaki ten świat jest głupi.

Komentarze

komentarze