Zimowe polskie morze…Półwysep Helski


Spontaniczne wyjazdy, szybkie i trochę zwariowane… Takie też lubimy. Nie trzeba jechać na koniec świata, żeby pobyć ze sobą.

IMG_5222

polskie morze

 

Tym razem wybraliśmy się nad nasze ukochane polskie morze, dla mnie jest to magiczne miejsce, z którym wiąże się cała masa wspomnień i cudownych chwil w moim życiu. Przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz wyjechałam w okresie zimowym. Cudownie było zobaczyć znane miejsca w zimowej otoczce. Ponieważ my, z natury, unikamy miejsc zatłoczonych i ogólnie dostępnych, nie byliśmy rozczarowani pustką i surrealistycznym widokiem opustoszałych uliczek. W okresie letnim kurorty nadmorskie pękają w szwach od turystów. Kto chociaż raz był nad polskim morzem, wie o czym mówię :-). Nasze ukochane miejsce to Półwysep Helski, wszystkie jego zakątki nas urzekają. Po prostu kochamy to miejsce.

Znajomi nas pytają „Co można robić z małymi dziećmi nad polskim morzem w zimie?”. No własnie co robić???? Przecież dzieci nas zamęczą narzekaniem i ogólną nuuuudą… Nic bardziej mylnego. Dla mnie akurat brak tych wszystkich ogłupiaczy, które masowo są dostępne w lecie było wielką zaletą. Dzięki temu jesteśmy bardziej otwarci na piękno przyrody, dostrzegamy rzeczy i miejsca, które wcześniej były pod osłoną całej machiny wakacyjnej. Do Jastarni przyjechaliśmy któryś raz z rzędu, a dopiero teraz poczułam klimat i spokój tego miasteczka. Coś niesamowitego… Ok, wróćmy do tego co robić z tymi dziećmi :-) Pierwsze co mi się ciśnie na usta, to po prostu być ze sobą… Nie obok siebie. Ale…

  1. Pierwszą rzeczą jaką robiliśmy każdego ranka i ostatnią każdego wieczoru było chodzenie na molo i oglądanie pływających i chodzących po brzegu łabędzi. Było ich cudownie duzo, nie miałam zielonego pojęcia, że Zatoka Pucka gości w zimie te piękne ptaki w takich ilościach. Dzieciaki były zachwycone.
  2.  Spacerowaliśmy po miejscach, które w lecie były nam dobrze znane i odkrywaliśmy je na nowo.
  3. Dzieciaki miały wielką ochotę biegać boso po plaży i moczyć nogi w wodzie… Tak, tak był środek zimy :-). Woda była lodowata, ręki nie można było do niej włożyć, ale jak wiadomo dzieci to turbo odporne człowieczki i nic ich nie powstrzymało przez hasaniem po wodzie. Same się przekonały czym jest lodowate morze :-). Ubiegam pytania… Nic im nie było, zero kataru kaszlu i innych atrakcji. Matka wariatka pozwoliła i dzieciaki były szczęśliwe :-).
  4. Podczas naszego pobytu czynne były dwie knajpki i znowu moje zaskoczenie: nigdy wcześniej nie byłam w nich… Cóż za wielka strata dla mojego podniebienia. Dlaczego ich nie zauważyłam? Zadawałam sobie to pytanie i już wiem… Zmysły są otępione, jak jest za dużo bodźców wokół nas, nie zauważamy wielu rzeczy, mózg ich po prostu nie rejestruje. Jeśli będziecie w Jastarni „WERANDA” to absolutne must have, must see. Desery obłędne, ciasta własnej roboty… Orkiszowa szarlotka mniamm, przysłowiowe niebo w gębie. Był to stały punkt dnia, deser w Werandzie, czytanie książek dla dzieci i ogólny chillout przy pięknej muzyce i ciepłej rodzinnej atmosferze.
  5. Odwiedziliśmy pobliskie miasteczka, chłonąć ich spokój i zimowy klimat.
  6. Morze w tym czasie wyrzuca całą masę skarbów i dziwnych przedmiotów na brzeg, dzieciaki wypatrywały skarbów.

Jednym słowem na nudę nie było czasu, czerpaliśmy z bogactwa natury, chłonąc jod i nadmorski mikroklimat.

Jeśli ktoś się zastanawia czy warto… Zdecydowanie TAK! Ja sama żałuję, że wcześniej nie wpadłam na pomysł przyjechania tutaj zimą. Polecam, polecam :-)

A.

Jastarnia

IMG_5204

IMG_5171

IMG_5164

IMG_5167

IMG_5181

IMG_5203

IMG_5210

IMG_5213

IMG_5156

IMG_5145

IMG_5133

IMG_5129

IMG_5136

IMG_5196

 

 

Komentarze

komentarze